czwartek, 29 lipca 2010

1. Narodziny bohatera.


- Pospieszcie się! - krzyknął na biegnących jouninów Jiraiya. - Dopóki Czwarty Hokage nie wróci, musimy bronić się sami!
W kraju Ognia działa się wielka tragedia. Został on zaatakowany przez Shimitsujiego, dwudziestoogoniastego demona walki. Był to najpotężniejszy ze wszystkich ogoniastych i mógł zmieść wszystko, w promieniu stu kilometrów. Tylko i jedynie Minato Narusegava, Czwarty Hokage rządzący krajem Ognia, mógł pokonać straszliwą bestię.
Tylko gdzie był, kiedy jego lud go potrzebował?
- Uhhh! Już... nie mogę! - zawołała Kushina, zaciskając zęby.
- Nie przerywaj! Widzę już główkę! - zawołała starsza kobieta, zwana Jukai. Była ona żoną Trzeciego Hokage, który ustąpił urzędu Minato, który z kolei w tym momencie stał obok pobladły i przerażony i trzymał Kushinę za rękę.
- Boże.. to jest.. straszne.. - wyszeptał słabo.
- Faceci! - jęknęła boleśnie czerwonowłosa. - To dlatego my kobiety rodzimy dzieci, Wy nie znieślibyście bólu! - zawołała, ostatni raz próbując wydać z siebie dziecko. I udało jej się. Po chwili ciszy w sali szpitalnej dało się słyszeć płacz noworodka.
Dla obojgu rodziców było to wręcz melodią. Mimo, że Kushina była wycieńczona porodem, wyciągnęła słabo ręce do Jukai i przejęła dziecko. Był to chłopczyk o blond włoskach i błękitnych, zapłakanych oczkach.
- Naruto.. - szepnęła czerwonowłosa, tuląc do siebie synka. Minato patrzył na nich, a z oczu mimowolnie leciały mu łzy. Trzeci Hokage, obecny przy porodzie, poklepał go po ramieniu.
- Gratuluje Ci, Minato. Właśnie zostałeś ojcem. - uśmiechnął się, typowo jak to starsi mędrcy i odszedł z żoną trochę dalej, by dać rodzicom chwilę czasu na zapoznanie się z dzieckiem, sam na sam.
- Wiesz.. to jest idealna chwila.. - Kushina spojrzała na Minato, który lekko obejmował i ją i śpiącego już Naruto.
- Masz rację.. idealna.. - uśmiechnął się do niej i pocałował ją. W tym momencie wydawałoby się, że nic nie zepsuje im tego wspaniałego fragmentu ich życia, lecz jednak były to tylko pozory.
Ktoś otworzył drzwi sali porodowej z trzaskiem. Był to Hizashi Narusegava, kuzyn Minato.
- Shimitsuji! Shimitsuji atakuje kraj! Minato, musisz coś zrobić! - zawołał oszołomiony i przerażony wszystkim, nie kontaktując niczego innego, co sie działo. Hokage wyprostował się i razem ze swoim poprzednikiem, wymienili zszokowane spojrzenia, a Jukai zasłoniła usta dłonią.
- Kushina.. - jej mąż spojrzał na nią z niespotykaną u niego powagą. - Muszę obronić mój kraj. Możliwe, że za cenę własnego życia, jednakże potrzebuje Naruto.
- Zamierzasz.. - zielonooka nie dokończyła. Czwarty skinął głową.
- Muszę to zrobić. - blondyn podszedł do szafki i ubrał kamizelkę, płaszcz oraz opaskę. - Jako Hokage, nie mogę dopuścić, by ludzie ucierpieli.
- Minato.. błagam.. obiecaj.. obiecaj, że wrócisz... - wyszeptała Kushina.
- Chciałbym.. naprawdę chciałbym Ci to obiecać, lecz nie mogę. Zobaczymy, co przyniesie nam los. - podszedł do niej i jeszcze raz pocałował ją czule i wziął świeżo narodzonego synka na ręce. - Kocham Cię, Kushino. Pamiętaj o tym. Gdyby nie Ty, nie stałbym się mężczyzną.. - spojrzał na nią po raz ostatni i użył jutsu teleportacji, znikając.
Sytuacja przed wioską Konoha była coraz cięższa. Wielu ludzi odniosło poważne rany w walce z Shimitsujim.
- Wstrzymać ogień! Na wzgórzu jest Czwarty Hokage! - zawołał Jiraiya, a zebrane wojska shinobi, zaczęły się jak najszybciej wycofywać. Minato stał na wzgórzu ze splecionymi rękoma i patrzył z nienawiścią na Shimitsujiego, który zwrócił na niego uwagę.
- Proszę, proszę! Na ratunek wezwano wielkiego Yondaime! - zaśmiał się gardłowo demon. - Cóż za wspaniałość! Nie zasługuje chyba!
- Dosyć tych durnych gadek. Nie jestem tu po to, żeby sobie z Tobą pogadać. Mam za zadanie Cię zniszczyć. - warknął niebieskooki i począł wykonywać pieczeć.
- Czyżbyś zamierzał mnie unicestwić za pomocą techniki Hakke no Fuujin Shiki? - zapytał Shimitsuji ze swoją ironią w ciężkim głosie. - Będzie ciężko, jestem odporny na podobne techniki.
- Ale na tę technikę, odporny nie będziesz... - Minato spojrzał na niego, uśmiechając się przerażająco. - Wiesz dlaczego?
- No niestety nie.
- Bo to ja ją wykonuję. - powiedział Narusegava i złączył dłonie w ostatni punkt pieczęci. - Hakke no Fuujin Shiki! - zawołał, a z jego klatki piersiowej wypłynęło niebieskie światło, które jak ogromny wir zaczęło wsysać demona. Wiedział, że technika się uda, bo wzmocnił ją o wiele bardziej. Na moment ukazał mu się Shinigami, bóg śmierci, i zniknął, kiedy demon utknął w kuli chakry Minato.
Hokage biegł najszybciej jak mógł do jaskini, wewnątrz urwiska. W środku było mnóstwo świec, a Naruto leżał w kołysce, na kamiennym monumencie, płacząc przeraźliwie.
- Wybacz mi, Naruto.. - wyszeptał Yondaime. - Technika Zapieczętowania! - zawołał, a ciało małego Naruto, zaczęło wchłaniać kulę chakry, w której bytował Shimitsuji. Chłopczyk nie przestawał płakac, dopóki demon nie znalazł się w nim cały. Otworzył swoje oczka, a zamiast czarnych źrenic, były w nich kształty serc. Tymczasem jego tata poczuł, że słabnie, ale Naruto złapał go rączką za jego rękę i jakaś dziwna moc wypłynęła z niego, a Minato powróciły siły.
Przeżyli obaj ten ciężki bój o życie.



- Czy Ty się boisz własnego syna?! No weźźe go na ręce! - powiedziała Kushina z dezaprobatą.
- Ku.. Ku.. Kushina.. j-ja myślę, że to bardzo, ale to bardzo zły pomysł! - zawołał Minato, cofając się z przerażeniem do ściany. Jego żona szła do nim z Naruto na rękach.
- Weź go, powiedziałam! Nic mu nie zrobisz! - żachnęła się.
- A jak go upuszczę?! - uświadomił ją blondyn, wciskając się w kąt pokoju. Czerwonowłosa stanęła przed nim ze zirytowaną miną.
- Przestań, nie upuścisz. Weź tak rękę jak ja i ułóż w kołyskę. - poinstruowała go, a on westchnąwszy zrobił, jak nakazała. - A teraz przejmij go ode mnie.
Minato zgrabnie przejął Naruto, który chichotał sobie to z niego, to z mamy. Odważył się, mimo potwornego strachu, potrzymać synka jedną ręką i połaskotać go drugą po policzku. Napotkał jeszcze większy, uroczy śmiech.
- No, Naruto, lubisz Pana Palca? Lubi Cię łaskotać. - powiedział do małego blondaska, czułym tonem szczęśliwego ojca. Kushina tymczasem zniknęła w kuchni, by ugotować obiad. Naruto, który był już trzymiesięcznym niemowlęciem, potrafił już kontaktować się z rodzicami na tyle ludzko, że nie można już było nazwać tego prymitywnym. Nikt jednak się temu nie dziwił, gdyż Naruto był synem Minato Narusegavy, który był kimś, a jeśli jest się synem kogoś, to też się kimś jest.
- Heeej! - zawołał Jiraiya, pukając w drzwi tarasu, wychodzącego na ogród. - Jak się ma nasz szczęśliwy tatuś? - wszedł do salonu, uśmiechając się na swój sposób.
- A wyjątkowo dobrze. - odpowiedział z dumą Minato. Jego mistrz podszedł do niego i przejął Naruto, który znowu zaczął chichotać i ciągnąć go lekko za włosy.
- No, no. - Jiraiya zamykał lekko jedno oko. - Silny nam shinobi rośnie. Chyba będziesz miał konkurencje, Minato. - spojrzał na Czwartego. Blondyn założył ręce na kark i stanął przy tarasie, patrząc w niebo.
- Wiesz.. mam taką nadzieje, że będzie silny jak ja, a może nawet silniejszy. Chciałbym, aby moje dziecko poszło w ślady ojca. Chociaż, pewnie nie będzie chciał zostać największym z Hokage, tak jak ja. Ale miłoby było widzieć go u szczytu tej władzy.. - powiedział z lekkim rozmarzeniem.
- Kto wie. Możliwe, że odziedziczy Twoje ambicje i zechce iść tą droga, którą Ty poszedłeś. Nie trać nadziei, wszystko możliwe. A jeśli będzie chciał zostać medycznym ninja, to też przecież będziemy go kochać. Nieważne, co wybierze. Ważne, aby był szczęśliwy. - białowłosy stanął obok Minato i również spojrzał w niebo, a za nimi postąpił tak i Naruto.
- Masz rację. Najważniejsze jest jego szczęście. Ale mimo wszystko, widzę w nim już teraz ten potencjał, do bycia kimś. Mówię Ci. Przed moim synem świat będzie stał otworem. - spojrzał na synka, który miał tak skupioną minę, jakby rozumiał rozmowę taty i jego mistrza.
Naruto jednak nie rozumiał. Ale wiedział, że tata czegoś od niego chce. Chociaż był tylko trzymiesięcznym niemowlęciem, potrafił wyczuwać emocje każdego, z kim miał do czynienia. Nie wiedział jeszcze, co to znaczy być wielkim Hokage, ani kimś. Wiedział tylko, że musi być to ważne, skoro do taty lgną ludzie i mają do niego szacunek. W jego młodym umyśle, zasiewało się ziarnko pragnienia, żeby i dla niego każdy taki był. Nie wiedział jednak, jak się potoczy jego przyszłość, ani nie myślał o niej, gdyż był przecież tylko dzieckiem.



Naruto spał. Leżał w swoim łóżeczku, pogrążony w głębokim śnie. Jego rodzice stali po obu stronach i z uśmiechami na twarzy, przyglądali mu się, jak zajmującemu spektaklowi.
- Nigdy nie spodziewałem się, że doczekam się syna.. a zwłaszcza takiego.. - powiedział cicho Minato, spoglądając na żonę.
- Ja bym się nie spodziewała, że będę miała dziecko z takim niepoważnym i dziecinnym facetem. - stwierdziłła złośliwie Kushina.
Jej mąż prychnął z urażoną miną.
- I kto to mówi. Ta pani, która nie umie panować nad wybuchowym charakterkiem. Ojejej. - blondyn wystawił jej język. Czerwonowłosa zmarszczyła groźnie czoło, mierząc go zimnym wzrokiem.
- Odwołaj to, co powiedziałeś, Narusegava. - udała straszny, rozzłoszczony ton Kushiny Narusegavy, z domu Yomoto. Minato jednak nie przestraszył jej się.
- Nie ma mowy, nie odwołam. - ponownie wystawił jej język, tym razem naprawdę lekko irytując. Cisnęła błyskawicę z oczu, a tego już się lekko Minato przestraszył, bo wiedział, że z Kushiną można żartować tylko do pewnego stopnia.
Obydwoje droczący się, nie zauważyli, że obudzili Naruto, który przyglądał się to mamie, to tacie z zaciekawieniem, co takiego oni robią, gdyż zachowują się bardzo śmiesznie.
- Odwołaj. - podniosła lekko głos zielonooka, zaciskając pięści na ramie łóżeczka.
- Nie ma mowy, żeby kobieta mi rozkazywała. - prychnął blondyn i spojrzał odruchowo na synka, który się uśmiechał. - No popatrz! Obudziłaś go!
- Ja?! To Ty się awanturujesz! - prychnęła.
- Tak, tak! Awanturuję się! - zaperzył się. - Wszystko Minato robi źle! - splótł ręce na piersi i odwrócił się obrażony. Kushina tylko westchnęła i wzięła Naruto na rękę, a drugą pociągnęła Minato za rękaw piżamy.

 - Chodź, dzisiaj Naruto pośpi z nami. - zakomenderowała i blondyn mimowolnie uśmiechnął się i wszyscy w trójkę poszli do sypialni, a po niedługim czasie, całą rodzinę Narusegava zmorzył sen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz